` o to, co kocham, dbam .

reszty nie potrzebuję .

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Siedząc na poczekalni wpatrywałam się to na podłogę, to na moje nogi. Marzę o tym dniu, w którym będę mogła na własnych siłach zacząć chodzić.
-Charlie ? Zapraszam.- powiedział jakiś młody chłopak otwierając drzwi do dobrze znanego mi gabinetu. Kiedy wjechałam zauważyłam, że nikogo w nim nie było, oprócz niego.
-Przepraszam... Gdzie jest pani Maria ?
-Pani Maria jest aktualnie na urlopie macierzyńskim, przez pewien czas będę ją zastępował. Przy okazji - Jestem Jake.-uśmiechnął się.
Był to dobrze zbudowany chłopak. Może był 2 czy 3 lata ode mnie starszy. Uśmiech miał niesamowity, a oczy prawie, że czarne. Od małego takie uwielbiałam.
-Dobrze, zobaczmy, co tam u ciebie jest.-powiedział podnosząc mnie i kładąc na materacu do ćwiczeń. - Dobrze już poruszasz nogami, więc może dziś trochę pochodzimy ?
-No nie wiem... Nie jestem gotowa.
Mimo tego przeniósł mnie na te zardzewiałe drążki. Przypominało to klatkę dla jakiegoś przerośniętego szczura.
Oparłam cały swój ciężar ciała na drążkach i od razu się przewróciłam. Wiedziałam, że miałam słabe ręce, ale nie aż tak...

Cała rehabilitacja minęła zadziwiająco szybko, a byłam tak zmęczona po niej, jak nigdy wcześniej. Była godzina 20. Od razu jak wróciłam spojrzałam na tą stajnię.
-Dziadku...
-Tak. ?
-Będziesz coś dziś robił przy koniu. ?
-Tak, muszę ją nakarmić, a co. ?
-No bo... Chciałabym ją zobaczyć.
Dziadek tylko uśmiechnął się i poszedł do domu. Wiedziałam już, o co mu chodzi. Pojechałam więc mozolnie w kierunku budynku i z resztek sił otworzyłam drzwi. Od razu ukazał mi się widok na dość sporego, białego konia. Stajnia była czysta, przestronna i zadbana. Na drzwiach wisiała tabliczka z imieniem "Stacy". Koń spojrzał na mnie trochę zdziwiony, ale wychylił swój łeb. Podniosłam trzęsącą rękę w jego kierunku i delikatnie dotknęłam miękkiego nosa klaczy. Nie spodziewałam się. Dalej czułam nienawiść do tych zwierząt, ale Stacy wydawała się, jakby mnie rozumiała i wiedziała o wszystkim, co przeszłam.
Zawróciłam i skierowałam się w stronę wyjścia. Kiedy zamykałam drzwi, klacz zarżała cicho. Poczułam coś dziwnie nowego.
Jadąc wzdłuż ścieżki prowadzącej do domu mijałam dziadka.
-To idziesz ze mną. ?
-Już widziałam ją. Piękna jest.
Uśmiechnęłam się, a dziadek to odwzajemnił. Widać było, że ma racje...

Obudziły mnie promienie letniego słońca, które swobodnie wpadały do pokoju przez okno. Niestety świeciły mi prosto w oczy. Westchnęłam i usiadłam na brzegu łóżka. Popatrzałam na swoje stopy. Poruszałam palcami. Z dnia na dzień szło mi to coraz lepiej. Skupiłam się i podniosłam. Stanęłam. Stałam na własnych siłach. Niestety po kilku sekundach upadłam prosto na wózek. Posmutniałam i pojechałam do kuchni. Dziadek szykował już śniadanie.
-Jak się spało kochanie ?
-Dobrze... Rodzice dzwonili ?
-Nie... Przykro mi.
No tak, czego ja się mogłam spodziewać...
-Ale wiesz co ? Przed chwilą stałam, na własnych nogach !
-Naprawdę ?!
-Tak, ale niestety zaledwie 3 sekundy może.
-To już jest postęp.
Uśmiechnęliśmy się do siebie. Skierowałam się w stronę drzwi frontowych.
-Gdzie tak pędzisz, a śniadanie ? - zawołał szybko dziadek.
-Emm... Do Stacy.
Uśmiechnął się znowu ze swoim dziwnym spojrzeniem.
Nie wiem dlaczego, ale czuję, że ona mi pomoże...
Tagi: 2
23.02.2012 o godz. 22:24
-Gdzie mnie chcecie wysłać ?! Nie dość, że wzięliście rozwód za moimi plecami, to do jakiegoś internatu mnie wysyłacie ?! I to jeszcze w wakacje !
-Córciu, uspokój się. Chcemy dla ciebie jak najlepiej.-Mama myślała, że mnie tym uspokoi. Ciekawe.
-Jak najlepiej ? No interesujące. Gdyby tak było, bym chociaż wiedziała o rozwodzie !
-Słuchaj skarbie. Masz już 18 lat, powinnaś wiedzieć, dlaczego dochodzi do takiego czegoś.
-Hmm, niech się zastanowię. Nie kochacie siebie i swoich dzieci; Jeśli już chcecie się mnie pozbyć, jadę do dziadka i koniec dyskusji !
Poczułam się dziwnie po ostatnich słowach, a rodzice stali jak wryci. No trudno, nie miałam wyjścia. Udałam się do swojego pokoju. Internat w wakacje. No fajnie mam w domu. W dodatku jeszcze mam te rehabilitacje, jeżdżę na wózku, jak miałabym tam funkcjonować ? Wyjęłam walizkę i zaczęłam się pakować. W międzyczasie zadzwoniłam do dziadka.
-Charlie ! Co u ciebie słoneczko ?
-Dziadku, mogłabym do ciebie przyjechać ?
-A coś się stało ?-Jego głos przybrał smutny ton, jakby wiedział, że stało się coś niedobrego.
-Opowiem ci już na miejscu, dobrze ?
-Dobrze skarbie. Przyjadę po ciebie, będę za 10 minut.
-Ok.
Rzuciłam komórkę na łóżko i zapięłam walizkę. Dobrze, że chociaż on mi zawsze pomoże.

20 minut później byłam w drodze na farmę dziadka. Bardzo lubiłam to miejsce. Niestety jednej lokacji nie znałam - stajni. Dziadziuś miał jednego konia. Niestety przez te poczwary siedzę teraz na wózku. Przez to znienawidziłam te zwierzęta i nie mam zamiaru się do nich zbliżać.

-Chcesz coś do picia, może głodna jesteś ?
-Nie, dziękuję dziadku. Chciałabym posiedzieć troszkę w ogródku jeśli mogę.
-Dobrze, zaniosę ci walizkę do pokoju.
Udałam się do tylnego wyjścia i wyszłam do najdalszej części ogrodu, gdzie był staw ze złotymi rybkami. Nakarmiłam je i zaczęłam je oglądać. Uwielbiam to robić.

-O której masz dziś rehabilitację ?-Zapytał dziadek jedząc swoje słynne chilli.
-O 16, ale muszę być wcześniej, żeby opłacić za drugą połowę.
-Już jesteś na półmetku, a nic lepiej...
-W sumie jest trochę lepiej. Już odzyskałam czucie, ale niestety nie mam siły żeby wstać...
-Tęsknisz za jazdą ?
-Nie, w życiu już nie usiądę w siodle.
-Słuchaj, kiedy coś się naprawdę kocha, prędzej czy później się do tego wróci.
Po tych słowach dziadek wstał i poszedł do salonu czytać swoją gazetę. Zaczęłam się nad nimi zastanawiać. Nawet gdybym chciała i tak już nie będę mogła. Jestem po prostu kaleką, która spędzi resztę życia na wózku...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
I jak, podoba się. ? :)
Tagi: 1
23.02.2012 o godz. 18:52
Otwierając oczy przyszła mi do głowy ta sama myśl. Tylko ten poranek był inny. Może dlatego, że dziś rozpoczął się pierwszy dzień wakacji. Powątpiewam jednak w tegoroczne, ponieważ w moim życiu dużo się pozmieniało. Co takiego. ? Rodzice tak mnie kochali, że się rozwiedli i wysłali mnie do dziadka. Nie odzywają się, ale chociaż w dziadku mogę znaleźć oparcie. Jest tylko jedna wada. On ma swojego konia. Nienawidzę tych zwierząt. Po moim wypadku podczas jazdy trzymam się od nich z dala.
Cześć, jestem Charlotte, ale mówią mi po prostu Charlie. Mam już skończone pełne 18 lat. Czas wkroczyć w dorosłe życie. Nie ma miejsca na użalanie się nad sobą, trzeba pracować, żeby mogło się żyć. Tylko, jak na razie, z pracą kiepsko mi idzie. Przez to, że jestem w trakcie rehabilitacji i jeżdżę na wózku trudno o jakąś lepszą posadkę. Wiem, że mówiłam o pewnych wątpliwościach co do wakacji, ale w głębi duszy mam cichutką nadzieję, że będą one wyjątkowe...

Podoba się prolog. ? :) Warto, abym pisała dalej. ? :)
Tagi: prolog
23.02.2012 o godz. 14:33
statystyki